niedziela, 3 kwietnia 2016

Zabrze Makoszowy - czyli jaką nam opowie dziś historię przydrożny krzyż

Wielu z nas, miłośników historii czy też fotografii, eksploruje rozmaite dalsze zakątki zapominając o tych całkiem bliższych, tak geograficznie jak i pod względem więzów społecznych, rodzinnych etc. To miejsca, czasem zdawałoby się pełne marazmu i nudy a mimo to pod tą cienką powierzchnią iluzji kryjące w sobie niezwykłe czasem historie. Zawsze zachęcam innych, czy wręcz moich naśladowców, aby zaczynali to odkrywanie świata od własnego, przysłowiowego podwórka. Czym tak naprawdę są obce dla nas landy i krainy, podczas gdy nie znamy i nie rozumiemy do końca własnej historii oraz tożsamości – historii która warunkuje takie a nie inne krajobrazy kulturowe bądź historię poszczególnych ludzi.
Dziś na blogu wziąłem pod lupę moje rodzinne strony a więc zabrzańską dzielnicę Makoszowy. To w istocie opowieść, w telegraficznym skrócie, o osadzie już „nieistniejącej”, w której spędziłem większość swego dziecięcego okresu. To nade wszystko okolica wskrzeszona i z powrotem zniszczona, już trwale, przez węglowe górnictwo. Gdy w 1906 roku w pobliżu uruchomiono kopalnię wraz ze stacją kolejową na linii Gliwice – Ligota, ta nieduża, młyńska osada nad rzeką Kłodnicą, znana nam od 1498 roku, jęła się przekształcać w duży wiejsko-miejski ośrodek, wraz z licznymi udogodnieniami takimi jak kościół, poczta, szkoła czy elektryczność. Już w 1910 roku wieś liczyła sobie 2735 mieszkańców. W okresie międzywojennym po stronie polskiej. Od 1951 roku Makoszowy znajdują się w granicach miasta.
To co najbardziej wywarło wpływ na tutejszy krajobraz oraz społeczność to niewątpliwie górnictwo, węglowe oraz piaskowe, przeorawszy wiele kilometrów kwadratowych, pozostawiło po sobie zupełnie inne formy krajobrazu. Zamian nie ma końca. W nowych realiach należy się ustawić niejako na nowo. Zdegradowane tereny powoli odchodzą w zapomnienie, kopalnia zostaje stopniowo wygaszana a dawne chłopskie gospodarstwa i familoki, zostały trwale wyparte przez luksusowe, podmiejskie wille, tradycyjny górnośląski konsum przez supermarket i hotel. Taki jest obraz tej transformacji, pomimo której, gdzieś te górnicze tradycje nadal w tutejszych społecznościach żyją.  

Makoszowy Piosek 
W części dzielnicy, zwanej Pioskiem (Piaskiem), zaznaczony na mapie w 1827 roku, znajdziemy przedwojenną, małą kolonię górniczą. Widoczna tu myśl urbanistyczna przywołuje nam koncepcję miasta-ogrodu, znaną nam z takich osiedli jak Giszowiec albo Rokitnica. Przez dekady lokalne ulice były utwardzone lichym kamieniem lub asfaltem, dopiero w ramach budowy kanalizacji w dzielnicy (na zdjęciu), sprzed paru lat, większość z nich zyskała w miarę normalne nawierzchnie.


Nazwa ww. przysiółka po części jest związana z tutejszym, piaszczystym podłożem, w dolinie rzeki Kłodnicy. Warto wiedzieć, że w okresie ok. 1910-40 wokół Makoszów funkcjonowały trzy piaskownie, wydobywające piasek gł. na podsadzkę dla okolicznych kopalń (Makoszowy, Guido), zanim te zostały powiązane z siecią fiskalnych kolei piaskowych (1928). Dziś na miejscu dawno zapomnianych wyrobisk są obecne lasy, bagna, hałdy. Na zdjęciu fragment kolonii, z kapliczką przy ul. J. Styki.


Niegdyś tuż obok wsi istniał przysiółek Wymysłów, wzmiankowany już w 1719 roku, który mniej więcej ciągnął się wzdłuż współczesnej ulicy Lubuskiej. Większość domostw oraz gospodarstw z powodu szkód górniczych należało rozebrać jeszcze w głębokim PRL-u, zaś dziś jedyną barwną pamiątką po zaginionej osadzie jest ta kaplica, naprzeciw której stała ongiś duża kamienica – jedyny dom którego pamiętam rozbiórkę. 


Kolejny stary krzyż, przetrwała do dziś, mimo poważnych zmian zaszłych w bezpośrednim otoczeniu. Obecnie stanowi pewien punkt orientacyjny, kolejnej „mitycznej krainy". To Mizerów – osada nad rzeką Kłodnicą, tam gdzie stał jeden z tutejszych młynów. Dziś nie ma tu domów ani rzeki – tą w ramach powojennej regulacji przesunięto o kilkadziesiąt metrów na północ. Dziś ta osobliwość egzystuje gdzieś pośród chaszczy, na zgniliźnie których, z czasem wyrosły wielka hałda KWK Sośnica oraz współcześnie gliwicki węzeł autostradowy (w tle ekrany akustyczne autostrady A4). Nazwa Mizerów zaś, przetrwała do naszych czasów tylko, w nazwie posterunku odgałęźnego, na niedalekiej linii kolejowej Makoszowy – Gierałtowice. 





W toku XX wieku na skutek szkód górniczych należało wyburzyć w okolicy kilkadziesiąt gospodarstw, dwa młyny, tartak, zmienić bieg okolicznych rzek (Kłodnica, Kochłówka, Czarniawka), rozebrać odcinek kolei żelaznej Gliwice – Orzesze (pierwotnego przebiegu szlaku wraz z efektownym mostem nad Kłodnicą nigdy nie odtworzono). Na zdjęciu jeden z wyschniętych na wskutek wydobycia zbiorników wodnych. Wiele z nich zasypano skałą płonną będącą produktem ubocznym wydobycia węgla (m.in. Jezioro Lacha), tworząc hałdy; inne stawy pojawiały się czasem w zaskakujących lokacjach, na skutek zapadlisk górniczych.




kwk sośnica

Oto krajobraz, który pochłonął dziesiątki hektarów pól, lasów, wód oraz domostw w okolicy. Niechlubne górnośląskie zwałowiska i zapadliska - które również już mimo wszystko odchodzą w zapomnienie. Na fotografii tor opuszcza nadal czynne, wielkie zwałowisko kamienia KWK Sośnica-Makoszowy. Na horyzoncie majaczy już inna kopalnia w nieodległym Knurowie.

2 komentarze:

  1. Nie znałam historii tej części Zabrza, ciekawy wpis, na pewno tu jeszcze zajrzę

    OdpowiedzUsuń